O nas
Aktualne projekty

NOWY CYRK A SPRAWA POLSKA, czyli o tym czy cyrk moze uratowac swiat ?

Grzegorz Kondrasiuk: Kto to jest busker?

Marta Kuczyńska: Artysta. Często cyrkowiec, muzyk, braekdancer to swoje „bycie artystą” zaczyna od grania na ulicy. To bardzo dobra, hardkorowa szkoła, która uczy przetrwania i podejścia do publiczności. Kuglarze od początku są własnymi managerami i swoją własną księgową. Wystawiają kapelusz a potem sami decydują na co wydać pieniądze, w co zainwestować… Czasem zakładają firmy, albo zaczynają być zauważalni, stają się rozpoznawalni i przenoszą się do wnętrz. Jeśli ktoś ma do tego głowę lub duży talent poparty szczęściem, to zarobi na siebie, stanie się zawodowcem dzięki chęci, uporowi i pracy. Z kolei wiele osób nie potrzebuje żadnych formalności – po prostu chcą występować na ulicy, gdyż są przekonani, że ich zajęcie jest wartościowe samo w sobie. Dla wielu ważniejsze jest to żeby realizować swoją pasję utrzymując się na minimalnym finansowym poziomie, niż za większe pieniądze pracować w miejscu, gdzie zupełnie nie potrafią się spełnić. Często to pasjonaci, ludzie którzy żyją bardzo skromnie, ale robią dokładnie to, co chcą. W środowisku cyrkowym wielu ma podwójne zawody, żeby zabezpieczyć się finansowo. Większość z nich to zapaleńcy, którzy zaczynali od EJC, od Europejskiej Konwencji Żonglerskiej. Tu wchodzi w grę inny aspekt: gdy ktoś przyjeżdża na taką konwencję i załapie klimat Nowego Cyrku… już po nim!

Język, którym dysponujemy, jakoś nie może dogonić tego tak zwanego Nowego Cyrku, który dziś dość dynamicznie się w Polsce rozwija. Na przykład – nie mamy polskiego odpowiednika słowa „busker”, szukamy w staropolszczyźnie – i znajdujemy „kuglarza”… Z kolei jeśli pada hasło „cyrk” – to jego definicja jest ustalona aż nadto, nie przyjmuje żadnej zmiany. Dziś, kiedy chcemy podłożyć pod to słowo nieco inne znaczenie, musimy dodawać to wartościujące określenie „nowy” – w opozycji do „starego”. Jak to jest z tym „nowym” i „starym” cyrkiem?

Cyrk istnieje od setek lat i do pewnego momentu się rozwijał. Nastąpiło jednak przesilenie spowodowane między innymi tym, że tworzyła go zamknięta grupa ludzi. Cyrkowcy przestali dopuszczać w swoje kręgi ludzi z zewnątrz. To sprawiło, że w hermetycznym środowisku zabrakło świeżości i zahamowało rozwój. Nie było też szkół cyrkowych. We Francji w latach 60. i 70. ubiegłego wieku ludzie, których nie dopuszczono do pracy w tradycyjnym cyrku (a bardzo im zależało na takim zajęciu), zaczęli działać na własną rękę. Zakładali małe „cie” (z francuskiego) czyli zrzeszenia, grupki cyrkowe… Te same procesy, ale na mniejszą skalę, zachodziły równolegle także w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii. To była pierwsza „rewolucja cyrkowa” na Zachodzie – zupełna nowość, budowana w dużym stopniu w opozycji do tradycyjnego cyrku. Nowe pokolenie wiedziało, że chce żonglować, uprawiać akrobatykę, ale w zgodzie z własną koncepcją. Żeby się trochę odróżniać, ale jednak nie odcinać, ogłosili się Nowym Cyrkiem. Wtedy klasyczni wykonawcy mieli pretensję o tę nazwę, obecnie przestaje to mieć znaczenie. W środowisku cyrkowym coraz rzadziej używa się sformułowania „Nowy Cyrk” – mówi się po prostu o „cyrku”. Na Zachodzie, szczególnie we Francji zmieniło się już myślenie, stąd powrót do wyjściowej nazwy. W Polsce nadal, kiedy mowa o cyrku, to chodzi o cyrk tradycyjny. Zjawisko Nowego Cyrku pojawiło się w naszym kraju całkiem niedawno, 10 lat temu, i dopiero teraz zaczyna się przebijać.

Czy w kulturze Zachodniej Europy cyrk, który kiedyś był marginesem, stał się dziś mainstreamem?

Nie. Cały czas trwa walka o to, aby sztuka cyrkowa była traktowana równorzędnie z innymi dziedzinami, ale mimo wszystko jest to wciąż młodsza siostra muz. Mainstream to „Cirque du Soleil”. We Francji, która jest „rajem dla cyrkowców”, zupełnie inaczej traktuje się sztukę cyrkową, dlatego ludzie uprawiający tę dyscyplinę mają inne warunki niż w Polsce. Na przykład artyści cyrkowi i buskerzy mogą starać się o oficjalny status artysty zawodowego, i w razie gorszego okresu dostawać zasiłek dla bezrobotnych. Artyści występujący na ulicy mają swoje związki zawodowe, istnieją szkoły kształcące na poziomie uniwersyteckim artystów ulicznych i cyrkowców, istnieje wiele profesjonalnych i amatorskich przestrzeni treningowych, teatrów goszczących grupy cyrkowe, podczas inauguracji centrum współczesnego cyrku i festiwalu w Auch przemawia minister kultury i tak dalej – można mnożyć przykłady świadczące o tym, że jest tam cały rynek otwarty na sztukę cyrkową, nie tylko na rozrywkę, ale właśnie na – podkreślmy to słowo – sztukę. Mimo tego, kiedy spotykamy się na spotkaniach sieci „Circostrada”, która gromadzi ludzi zajmujących się profesjonalnie cyrkiem w Europie, i gdy opowiadam kolegom z zagranicy, że wiele festiwali, stowarzyszeń i fundacji ma w Polsce wsparcie z budżetu miasta, są w szoku. Zwłaszcza teraz, w czasie kryzysu!

Jak oceniasz sytuację Nowego Cyrku w Polsce?

Cyrk w Polsce traktowany jest jako rozrywka. Nie zauważa się, że jest to obecnie najbardziej otwarta, różnorodna i nowatorska dziedzina sztuki. Problem polega na tym, że nie mamy publiczności i krytyki, która to rozumie.

Mimo wszystko wiele osób dostrzega pewnien progres…

Ludzie, którzy zajmują się Nowym Cyrkiem, nie chcą iść na kompromisy – stawiają na realizację pasji, mimo że brakuje ku temu warunków. Ja prowadzę stowarzyszenie, ale z obserwacji wynika, że inni najczęściej zakładają firmy eventowe. Zauważam więc, że powstaje u nas rynek dla tej dziedziny, choć na razie jest to przestrzeń festynowo-piknikowa… Żonglerzy czy szczudlarze rozdają ulotki lub pokazują swoje umiejętności, ale dzięki temu w końcu mają możliwość utrzymania się ze swojego zajęcia. Trwa to mniej więcej od pięciu lat. Nie jest to oczywiście stabilne zatrudnienie. W tej branży trzeba wyrobić sobie rozpoznawalność, i wiele osób wybiera na przykład drogę startu poprzez castingi do popularnych programów telewizyjnych. Do teatru nikt nie przyjmie żonglera, trzeba więc walczyć o swoje miejsce inaczej. Na całkowite spełnienie artystyczne jeszcze nie można liczyć, ale da się już zarobić pieniądze.

Rozmawiamy po Gali, finałowym widowisku Europejskiej Konwencji Żonglerskiej i Carnavalu Sztukmistrzów, które… no właśnie, mam ochotę użyć słowa „reżyserowałaś”. Właśnie, jak tę funkcję nazwać, jak nazwać to widowisko? Czy była tam reżyseria, czy było to przedstawienie?

Byłam takim nadgorliwym dyrektorem cyrku, który ze względu na mały wzrost robi wielkie przedstawienie. Mianowałam się reżyserem, bo trzeba było jakoś moją funkcję określić, a nie widziałam lepszej alternatywy. Nad powstaniem tego spektaklu pracował cały sztab artystów i techników. Muszę tu wymienić Jacka Timingerju, Siostry Bui, Mariana Mariańskiego, Wadadę, Agnieszkę Piesiewicz, Patrycję Białoszeską, Tomka Sierotko plus wielu innych… Jak wiadomo formuła gali jest starą, tradycyjną formą pokazu cyrkowego. Większość klasycznych cyrków – czy w Polsce, czy za granicą – tworzy się i prezentuje na tej zasadzie. Przyjeżdżają zaproszeni przez dyrektora cyrku artyści, każdy ze swoim numerem (w żargonie cyrkowym numer to etiuda którejś ze specjalizacji cyrkowych: klaunady, żonglerki, itd.), i po dwóch dniach przygotowań ruszają z namiotem w trasę. Pojawia się konferansjer i zapowiada… Wychodząc z tej formy chciałam stworzyć przedstawienie, w którym nie ma konferansjera, a z natury i struktury niepowiązane numery łączy prosta fabuła. Powód? Konferansjerzy zawsze mnie strasznie mierzili i nudzili. Poza tym cyrk to miejsce magiczne, które może być wszystkim, także konkretną wypowiedzią. To nie tylko numery i konferansjer ale również scenografia, muzyka, światło i w moim przypadku video… Chciałam unowocześnić klasykę, zapraszając do współpracy twórców alternatywnej, eksperymentującej kultury. Muzyka w tym cyrku to miks elektroniki i żywych bębniarzy, konferansjera zastępują aktorzy wcielający się w obrońców galaktyki. Przedstawienie miało scenariusz, próby poprzedzone były półrocznym przygotowaniem, organizatorzy zainwestowali w porządną technikę i obsługę, nad spektaklem poza artystami pracowało ponad 30 osób…

Stąd teatralna rama, zbudowana wokół hasła „cyrk może zbawić świat”?

Mamy 2012 rok, kryzys wartości … bohatera. Czujemy, że nie ma autorytetów, które podpowiedziałyby nam jak żyć. Chcemy przezwyciężyć ten brak i mimo wszystko poszukujemy bohaterów, którzy ocalą świat i pokażą drogę. Taka była nasza propozycja nici, która połączyła wszystkie numery.

Czy cyrk się teatralizuje, czy teatr oddaje coś cyrkowi? Moje doświadczenie jako widza podpowiada raczej, że coraz częściej to cyrk oddaje coś teatrowi.

Może gdyby teatr nie był zmonopolizowany przez dramat i tradycję, można by mówić o bliskim pokrewieństwie. W obu przypadkach chodzi o wypowiedź, to sposób na komunikację. W cyrku bardziej przez ciało i obiekt, w teatrze przez tekst. Dziś te różnice zacierają się. Aktor który osiągnął mistrzostwo w rzemiośle jest poniekąd cyrkowcem. Cyrkowiec, który wychodzi poza technikę, zaczyna tworzyć.

Ludzie, którzy tworzą cyrk, sami są własnymi reżyserami – to ich cecha charakterystyczna. Dlatego bardzo ciężko im coś narzucić. Układy, numery są ich aktorskim dziełem, mają znakomite wyczucie dramaturgii, i starają się budować z tego większe całości. W cyrku tonacja występu całkowicie zależy od charakteru artysty i tematu, który jest dla niego ważny. To aktorstwo spersonalizowane. To nie są wykonawcy, którzy potrafią zagrać każdą rolę. Oni grają tylko specyficzne rzeczy, które ich dotyczą. Z kolei reżyserzy teatralni też potrzebują czasem sprawdzić się i wypowiedzieć za pomocą języka cyrku – to przecież zupełnie inny rodzaj pracy z aktorem, niż w teatrze.

Ciągle myślę jednak, że trudno uchwycić różnicę między tym, co w cyrku tradycyjne, a tym, co nowe.

Kiedy przeglądam archiwa tradycyjnego cyrku, widzę, że tam byli ludzie, którzy osiągali mistrzostwo w określonej dziedzinie. Ale z drugiej strony – nie dążyli do włożenia w występ emocji, własnych opinii. Wchodzili na scenę i z tym momentem znikała ich osobowość.

Perfekcyjnie powtarzalne ciało…

Tak, a zazwyczaj w chwili, kiedy zaczynasz wymyślać sobie jakąś postać, bawić się środkami wyrazu, technika przestaje być już perfekcyjna.

Poświęcenie perfekcji na rzecz charakteru?

Trudno opanować połączenie gry z techniką. Gdy zaczynasz grać, to musisz uczyć się techniki od początku jako elementu tej gry. Jest to zatem dodatkowa praca. Tradycyjny artysta cyrkowy kończył szkołę cyrkową, opracowywał jeden numer i prezentował go wiele lat. W pokazie praktycznie nic się nie zmieniało. Byli oczywiście wybitni artyści, którzy stworzyli pewną liczbę różnorodnych kreacji, ale znakomita większość występowała z jednym popisem przez całe życie. Akrobaci, żonglerzy których dziś możemy obserwować, mają inne podejście: nie starają się oddzielić postaci od techniki, potrafią łączyć rzemiosło i przekaz emocji. Reprezentują umiejętności na najwyższym poziomie, eksperymentują z dramaturgią, atmosferą, fabułą, słowem. Ale wciąż bazują na fizyczności, ryzyku, tricku, magii.

Artyści występujący na Gali reprezentowali najwyższy poziom wykonawstwa. Czy można powiedzieć, że to profesjonalni artyści, którzy żyją tylko i wyłącznie z uprawiania sztuki?

Zaczynając od wschodu: Ukraińcy to młodzi profesjonaliści, ludzie współpracujący z reżyserem Tarasem Pozdnyakovem, którego ojciec Yuriy Pozdnyakov uczy w szkole cyrkowej w Kijowie i jest znanym na całym świecie trenerem żonglerki. Większość skończyła tę szkołę i teraz wchodzi w życie zawodowe. Chociaż na Ukrainie dominuje tradycyjne podejście do cyrku, założyli grupę Rawart, która proponuje świeższe podejście niż popularny i szanowany u naszych wschodnich sąsiadów cyrk tradycyjny. Inaczej jest z Francuzami. Martinet Guillaume, który od dziecka przyjeżdża na konwencje żonglerskie, na nich się wychował, podchodzi do tego bardzo poważnie i profesjonalnie. Występuje na największych festiwalach cyrkowych we Francji. Z pasji uczynił zawód. Pozostali Francuzi, Antoine i Aurore czy Compagnie Sacekripa to także profesjonaliści. Niesamowita jest ilość różnorodnych projektów i grup cyrkowych w których uczestniczą, to ludzie urodzeni i wykształceni do bycia cyrkowcami, utrzymujący się, bez kompromisów, ze swojej sztuki.

Marianna de Sanctis, Emila Dahl i Tony Pezzo to jeszcze studenci szkoły w Sztokholmie. Wszyscy są nadal amatorami, ale to tylko kwestia czasu i skończenia szkoły. Na przykład Tony Pezzo ostatnio wygrał konkurs WJF (World Juggling Federation) i zyskał miano najlepszego żonglera na świecie. To profesjonaliści, ale dalej pasjonaci. Ich bezkompromisowe podejście do tworzywa, ciągłe dążenie do ulepszania, wolność eksperymentowania, wykorzystywanie i opanowanie zasad fizyki otwierają nowe perspektywy i możliwości. Artyści cyrkowi są żywym dowodem na to, że nie jest jeszcze za późno dla pogrążonego w kryzysie świata. Być może nowe podejście do sztuki i kultury nas ocali. Hahahaha…

Marta Kuczyńska, Grzegorz Kondrasiuk

0 Comments
Posted by Marta
Name:
E-mail: (optional)
Smile: smile wink wassat tongue laughing sad angry crying 


| Forget Me
Content Management Powered by CuteNews

Oferta
Projekty
Kalendarium
Video
Galeria
Kontakt
Linki
Copyright Kejos.org 2009
kejos theater